|
Między PO, a PO : bardzo medialnie 2010-03-21 19:18
Cenię Donalda Tuska za głowę pełną pomysłów. I nic nie szkodzi, ze większość z nich to pomysły na autopromocję. Pomimo wady wymowy, słucha się go sympatycznie (w końcu obiecuje tyle fajnych rzeczy), niedługo nawet nie będzie rudy (pierwsze siwe włosy już są) - zmierza w dobrym kierunku. Ktoś mógłby powiedzieć, ze postrzega Tuska dwojako. Przyznałbym mu rację. W końcu nie tak dawno temu Donek chciał być kanclerzem Polski (na wzór Angeli). Znacznie ciekawsza okazała się jednak sprawa, kiedy po ochłonięciu z fascynacji Putinem, upodobał sobie bycie "szarą eminencją prezydentury" jako premier. Nie myśląc wiele, ogłosił nam, prostemu ludowi, ze w swojej świetności nie wystartuje w wyborach prezydenckich (musi zająć się "prawdziwym rządzeniem"). No trudno, damy radę. Nie oznacza to oczywiście, ze Platforma zrezygnowała z "pałacu i żyrandoli". Mamy dwóch namaszczonych przez Donalda - Radka Sikorskiego i Bronisława Komorowskiego. Ktoś normalny, czyli nie ja, pomyślałby: "Nie startuje prezes, to startują inni, nic dziwnego". I tu tkwi drzazga! Donald Tusk (lub jego doradcy - przecież nie wiem) wykazał (wykazali) się tutaj polityką promocyjną godną samego Steve'a Jobsa. Prawybory wewnątrzpartyjne PO przyciągnęły całą uwagę mediów - taki był plan. Obaj namaszczeni przemierzają kraj wzdłuż i wszerz, w poszukiwaniu zaginionej ar... ekhm - w poszukiwaniu poparcia. Dzisiaj miałem nawet przyjemność oglądać pierwszą debatę (transmisja oczywiście w TVN) między namaszczonymi. Nie umniejszając tym mądrym i lepiej wykształconym ode mnie ludziom - nie powiedzieli nic co w jakikolwiek sposób mogłoby przybliżyć ich wizje ewentualnej prezydentury.Powiedzieli dokładnie to, co powiem ja kiedy będę startował w wyborach (najbardziej podobało mi się ślubowanie Radka Sikorskiego - ahh, ohh, jakie to było szlachetne).
fot. WP.pl Do czego zmierzam? W taki oto prosty sposób Donald sprawił, że przez dość długi czas, szary lud będzie żył w pewnym przeświadczeniu, iż mamy tylko dwóch kandydatów na prezydenta. Taki prosty zabieg psychologiczny: pokazujemy ich mordy jak najczęściej w TV, aż się ludzie przyzwyczają. A kiedy za kilka dni któryś z nich otrzyma nominację, zacznie się pompowanie w nasze głupie głowy przekonania, ze skoro TEN człowiek został wyłoniony w prawyborach partii rządzącej, to na pewno jest jedyną słuszną drogą wyboru (oglądaj zaraz po kampanii "Twój głos ma znaczenie"). Zapomnimy o Jerzym "Superszmaji" Szmajdzińskim, o Andrzeju Olechowskim. Cimoszewicz słusznie uznał, że nie będzie tracił czasu, skoro ciemny lud połknie ten prosty hak. Prawdą jest też, że gdy przyjdzie nam wybierać między Komorowskim (załatwiłem już, że to on przejdzie dalej), a Kaczyńskim, będzie to wybór między tymi samymi ideologiami, ale pod inną nazwą kodową i z nieco odmiennym zapleczem "partii sympatyzującej". Jaki jest więc w tym sens? Nie wiem, ale pewnie jestem za głupi. Dziękuję.
Tagi:
sikorski, tusk, komorowski, prawybory, prezydent 2010
Kategoria: Polityka
Komentarze (22)
Najnowsze wpisy
Najnowsze komentarze
2011-04-16 16:17
windykator- do wpisu:
Byle nakarmić bydło
To oczywiste, są podobnie zdegenerowani jak ludzie wykonujący latami inne zawody, z definicji[...]
2011-04-15 16:08
leasing samochodów do wpisu:
Już przegrałeś wybory
Ja nie głosuję, strata czasu, nie ma wyboru.
Kategorie Bloga
Moje linki
|